Bycie na dole swojego standardu przydarza mi się w połowie semestru. W edukacji tak jest, że rozłożenie sił jest nierówne. Czasem słoneczko, niedyspozycja albo inne rozluźnienie motywacji powoduje, że robimy przy granicy poziomu, który uznajemy za akceptowalny. Zachęcam, żeby się temu przyjrzeć. Jakie jest to, co jest najniższym akceptowalnym poziomem. Bo może się okazać, że stosując inne punkty odniesienia dostrzeżemy, że wcale nie jest takie złe.