Długo się nosił z myślą
niczym z kuflem
powoli wstawał
szedł do sali głównej
Po pięciu dniach
kwestia nabrała rumieńców
przecież nie usiedzi
w weekend w jednym miejscu
Prosto z posad
ruszył swoje biodra
buty wygodne
aura pełna dobra
Dziesięć za wejście
będzie wracał rankiem
przyszło potańczyć
ochraniają parkiet
Już słyszy Britney
robi wszystko w rytmie
w klubie wybitnie
życie nocne kwitnie
Gdzieś w tłumie niknie
myślenie logiczne
style są liczne
tańce publiczne
Mój jest ten breakbeat
co na sali dudni
ruch na parkiecie
powoduje skutki
Ruch w internecie
wywołuje lajki
lepiej się ruszę
do koleżanki
I nagle gościu
co był na planie drugim
wyłonił gdzieś się
podchodzi i mówi
Że ma owocne
lepsze życie nocne
moje jest wieczne
twoje zbyteczne
Że wszyscy patrzą
tylko w jego stronę
każdą do tańca
zaprasza ukłonem
Że już od marca
chodzi tu co tydzień
a dzisiaj to chyba
po czwartej wyjdzie
Mój jest ten breakbeat
co na sali dudni
ruch na parkiecie
powoduje skutki
Ruch w internecie
wywołuje lajki
lepiej się ruszę
do koleżanki
A ja lubię
frywolne
niczym kwiaty polne
jak Rysy
przy granicy
zdobywane mozolnie
jak wzory
na tablicy
rozumiane ogólnie
jak rąbek
u spódnicy
fałdowany wspólnie
jak kroki
nowej drogi
robione spokojnie
zielone
jak zza okien
widoki naturalne
nagłe
jak w skutkach
ocieplenie globalne
płynące
jak wody geotermalne
tańce
wolne tańce
Mój jest ten breakbeat
co na sali dudni
ruch na parkiecie
powoduje skutki