Jest raczej bezsporne, że w swoim malarstwie Claude Monet był bliższy Joan Mitchell niż odwrotnie. Choć niemożliwa byłaby ta relacja, z uwagi na dekady dzielące ich życia. Ale w tym, swoistym paradoksie, mamy do czynienia z przenośnią, parabolą wieńczącą tych dwoje, których pasją stał się portret natury czy bogactwa roślinności. Mitchell, Monet - spotkanie dwóch czułych i wrażliwych gigantów. O tym dzisiaj rozmawiamy W Sztuce